„Przychodzi cicho niczym mara zła
Piękna kobieta, przy której serce płonie.
Kochać byś ją mógł, gdybyś tylko ją miał
– nieobliczalne piękno w demonicznej odsłonie.”
Budzisz się bo noc nie pozwoli zasnąć ci.
Patrzysz w wielką ciemność i już wiesz, że musisz iść.
Pola, łąki, lasy nie przeszkodzą w niczym ci.
Nie przeszkodzą w twym śpiewie do nieba,
nie przeszkodzą śpiewać ci:
***
A ja żyję, żyję, żyję żyję, żyję
w biel i czerń owijam się
A ja żyję, żyję, żyję, żyję
i nie boję śmierci się
***
W każdą noc się budzisz i wspominasz chwile te.
I wspominasz chwile, które nigdy nie opuszczą cię.
Śmierci byłeś blisko i myślałeś „poddam się”,
lecz nie opuściłeś życia choć tak bardzo bałeś się.
***
W nocy próbujesz zasnąć,
jednak nie wychodzi ci.
Chcesz spokojnie zamknąć oczy,
lecz coś każe ci iść.
Blask nadziei prowadzi cię przez ciemną noc i jasny dzień,
kiedy budzisz się o świcie ciemno jest.
Blask przesłania wzrok by opętało ciebie,
twoje ciało chce spać by dusza z aniołami mogła stać.
***
Blask nadziei prowadzi cię przez ciemną noc i jasny dzień,
kiedy boisz się otuchą twoją jest.
Strach przesłania wzrok by opętało ciebie,
musisz przestać się bać by struny złe przestały grać.
***
Zamknięty jak w klatce ze swymi myślami,
pustka przez kraty się włamać.
Fala nicości zalała twe serce (serce twoje),
żebyś jak chłopiec mógł za nią płakać.
***
Słońce, gwiazdy się tobie kłaniają,
schylają głowy byś nie czuł się nagi.
Słońce i gwiazdy się tobie kłaniają,
schylają głowy byś nie czuł się nagi.
***
Gorzko płakałeś kiedy się śmiejąc wołali,
że nie masz prawa istnienia
Nie chciałeś żyć już pośród ludzi,
więc pragnąłeś unicestwienia.
***
Słońce, gwiazdy obumierają,
kryształowe krople spadają.
Wszystkie istoty głowy schylają
płacząc nad twoim losem (marnym losem).
A teraz już przyszedł czas
by żegnać się ze światem,
tęsknoty znaleźć sens.
Życia dzień powoli kończy się
jest już chłodno, jest już ciemno
ale ja nie boję się.
***
I powiedz mi dlaczego wciąż
na granicy muszę trwać.
Wyciągasz dłoń, całujesz mnie
zakrywasz swoją twarz.
Gdy oczy we mgle swój tracą blask
jak bezgwiezdna noc,
Całunem wnet przykryjesz mnie
niczym z kalii ciepły koc.
***
Sama, gdzie kryształowe kwiaty
w objęciach tulą mnie.
Przywdziewam białą suknię,
niczym panna młoda w trumnę
muszę kiedyś do niej wpaść.
Nie mam już innych spraw,
a szaleństwo w mej głowie zakrywa mi strach.
Nie mam już innych spraw,
a szaleństwo w mej głowie zakrywa mi strach.
Teraz wiem – nie zdobędę nigdy cię.
Teraz wiem – a szaleństwo w mej głowie zabija już cię.
***
Na szarym zdjęciu mały kwiat
w swej bezradności płakać chciał,
miał być symbolem pięknego w życiu dnia…
Oczy już spowił cichy mrok,
jak mija dzień tak zniknął on,
rozpaczy dźwięk przeszywał mnie co krok.
***
Idź i zostaw to! – mówi w głowie głos.
Obraz pokazuje zło
– jak wymazać mam go?
Sercu już się nie chce bić
– nie może stracić przecież nic,
a ktoś szydzi w głowie wciąż…
Pragnę zatrzymać dziś
chwile stracone w obłokach marzeń.
Welon przesłania mi
czas tak wymowny nieprzyjemnych zdarzeń.
O tak, nie w porę sny, które widzę na jawie,
które widzieć chcesz ty…
Karmelowe niebo jaśnieje…
Widzę przez lustro cień,
który od zawsze towarzyszy gdzieś.
Nie wierzę w obietnice te,
które od zawsze ty powtarzasz mi.
O tak, nie w porę sny, które widzę na jawie,
które widzieć chcesz ty…
Karmelowe niebo jaśnieje od gwiazd…
kiedy myśli masz zatrute,
kiedy wołasz, krzyczysz z żalu i z nędzy,
kiedy sobie cicho płaczesz…
Płaczesz.
Zimno, cicho, ciemno, marność
Ciemno, głucho, mroźnie, marność
Cicho, głośniej głośno, parno
Głośno, głośniej, groźniej, parno
***
Ty – drogą, którą ja
krążyłeś w świetle dnia,
mówiłeś żeby, pragnąłeś żeby z tobą…
Ty – drogą, którą ja
krążyłeś w świetle dnia,
mówiłeś, żeby… pragnąłeś, żeby z tobą grać.
***
W dzień, gdy narodziła się,
z ciemności wyłoniła,
w gwieździstym pyle, w osłonie nocy,
gdzie przybyła we mgle.
W ciszy i ciemności do zgiełku i jasności
nadzieja moja jaśnieje z czasem
by światło ci dać
By światło tobie dać.
Magiczną księgę otwierasz znów – wędrówka zaczyna się tu.
Tyle niezliczonych słów by zło było w tobie już
i teraz klękniesz na kolana tak jak cicho mnich upada,
z bezradnością i ze złością nie myśląc o tym,
a nadchodzi cisza więc zacznij się bać
demon przychodzi by sny twoje skraść.
Ty z każdą chwilą myślisz “Tak! Ja przy nim będę!
Zaprzedam duszę jemu i cały świat zdobędę”
Kto diabłu sprzedał umysł oddał także serce,
a on litościwie odbiera zmysły marionetce.
Nadchodzi cisza więc zacznij się bać
Demon przychodzi by sny twoje skraść
***
Czy już wiesz o co chodzi?
To normalna jest rzecz.
Ta moc drzemie w tobie,
więc ulegnij jej.
***
Nadchodzi cisza więc zacznij się bać
Demon przychodzi, a ty nie możesz spać.
Nie ma już innych spraw…
Ktoś stoi tam przy oknie, uśmiecha się łagodnie
lecz nie daje znaku gdzie iść masz, dlatego w przestrzeń pytasz:
Gdzie jest mój dom, czy go szukasz razem ze mną?
Ale gdzie jest mój dom? czy już jest ci wszystko jedno Panie?
Gdzie jest mój dom, czy go szukasz razem ze mną?
ale gdzie jest mój dom, w którym ja odnajdę piękno?
Gdzie jest mój dom (…)
ale gdzie jest mój dom? Czy schronienie dasz na pewno?
Idą już synowie piekła, idą już teraz do ciebie.
Idą już wygnańcy nieba, idą by wziąć cię do siebie.
***
Oto już idą upadłe anioły,
nie widzisz ich w bieli, lecz w czerni czerwonej.
Oto nadchodzą mroczne legiony,
by wznieść się ku Bogu pod nieboskłony.
***
Oto nadchodzą upadłe anioły,
pod skrzydła swe wezmą, byś czuł się chroniony.
Nowemu panu wnet złożysz pokłony
by bluźnić do Boga, być potępionym.
***
Kłamstwo – by osiągnąć cel.
Zawiść – aby nie zabrakło jej.
Musisz podarować krew by w pakcie złączyć z Wielkim się.
Tak, daj swoją dłoń, poświęć się i poświęć los.
Odwrotu nie ma – już nie, kiedy zapadasz w ciemność się.
***
Odwrotu nie ma, nie…
Daj mi krew.
Odwrotu nie ma, nie…
Kiedy jesteś w piekle.
***
Przyszli już synowie piekła, przyszli już teraz do ciebie.
Przyszli już wygnańcy nieba, przyszli by wziąć cię do siebie
Żal i rozpacz przyzywa,
zraniona dusza na dnie już spoczywa.
Karmisz ciało obietnic marną karmą,
pytasz w przestrzeń czy żyć z tym było warto
***
Teraz mi siłę daj!
Tego chcę – przezwyciężyć strach.
Teraz więc proszę niebo: Niebo – niebo daj!
***
Dziwna siła przyzywa,
przychodzi ona i koszmar się zaczyna.
Koi ciało, chociaż umysł niepokoi
by żyć bez niej potrzeba silnej woli.
Teraz krzyk, w klatce ból,
czy to sen? Ona rządzi tu.
Teraz więc proszę:
przybądź i bądź przy mnie znów.
***
Przychodzi cicho niczym mara zła
Piękna kobieta, przy której serce płonie.
Kochać byś ją mógł, gdybyś tylko ją miał
– nieobliczalne piękno w demonicznej odsłonie
Wychodząc na łowy razem z córami,
kusi, wabi, chodzi między mężczyznami.
Najlepsza kochana, nocy królowa.
Dusi i zabija kiedy jest gotowa.
Przychodzi cicho niczym mara zła
Piękna kobieta przy której serce płonie.
Kochać byś ją mógł, gdybyś tylko ją miał
***
Lecz kiedy ujrzysz ją niech ogarnie ciebie zło.
